niedziela, 11 marca 2012

Jutro idziemy podpisac papiery rozwodowe... Za pol roku bede wiec wolna kobieta... Nie poznaje juz N., zmienil sie totalnie... Nie moze zrozumiec jak paskudna choroba jest depresja poporodowa, szczegolnie jak mieszka sie daleko od rodziny, ktora moze pomoc. Jak mieszkalam w Pl to przez trzy miesiace pobytu nie mialam ani razu napadu gniewu. No tak ale w Kamerunie przeciez nie ma takiej choroby, to normalne, ze kobieta uzera sie z dzieciakami przez 24 godziny na dobe, 7 dni w tygodniu. Do tego jeszcze dochodza moje problemy z kregoslupem ( tak boli, ze nie moge nawet lezec).Czasem sobie mysle, ze szkoda ze samolot, ktorym lecialam pierwszy raz do Szwecji nie rozbil sie. Nie mialabym teraz takich klopotow.

czwartek, 1 marca 2012

W Szwecji+ dopisek

Przepraszam za dlugie milczenie ale to byl szalony czas. Od piatku 24.02. jestesmy w Szwecji i zostaniemy tutaj do 23.03. Livka jak poprzednio zniosla podroz samolotem lepiej niz ja i tak jak poprzednio byla najmlodszym i najgrzeczniejszym dzieckiem na pokladzie. Bardzo milo zaskoczyla mnie sluzba celna na lotnisku w Poznaniu. Zorganizowali nam super odprawe, pomogli powyciagac te wszystkie butle z jedzeniem dla malej, prosili pozostalych pasazerow o przejscie do innej kolejki zebym mogla spokojnie i bez pospiechu posprawdzac czy wszystko wyciagnelam co mialam wyciagnac i nawet potrzymali mala jak przechodzilam przez bramke :) Obsluga lotu tez sie spisala, mimo iz nie mialam wykupionego piorytetowego wejscia na poklad to i tak mnie puscili jako jadna z pierwszych.
W poniedzialek bylismy na pierwszym szczepieniu w BVC (osrodek zdrowia dla dzieci) i pozniej pojechalismy do Karolinska Universitets Sjukhus w Huddinge na usg serca. Mily pan doktor tylko potwierdzil, ze wszystko jest w jak najlepszym porzadku. Poniedzialkowy wieczor i caly wtorek to byl ciezki czas bo mala dostala po szczepieniu goraczki i byla bardzo marudna. Na szczescie przywiozlam z Pl syrop przeciwgoraczkowy Ibum dla dzieci.
Dzisiaj albo jutro ( zaleznie od tego kiedy N. wroci z dodatkowej roboty) wybieramy sie do Konsulatu Generalnego w celu wrobienia polskiego aktu urodzenia Livii.
Ehh moj maly czyzyczek wlasnie sie obudzil wiec do nastepnego :)
Dopisek (17.41)
Wszystko wskazuje na to, ze wrocimy duzo wczesniej niz to sobie zaplanowalam. Od dluzszego bowiem czasu miedzy mna i N. nie jest zbyt dobrze. Nalozylo sie na to wiele czynnikow : stres zwiazany z kasa, roznice miedzykulturowe a takze moj baby blues. No i dzisiaj kolejny raz nie wytrzymalam. Wywiazala sie olbrzymia awantura, po ktorej on kolejny raz spakowal swoje rzeczy i zapowiedzial, ze nie wroci dopoki ja nie wyjade. Takze niedlugo czeka mnie zmiana stanu cywilnego i tytulu bloga.