czwartek, 21 lutego 2013

Troche lepiej...

Dalej probujemy pogogdzic sie ze smiercia taty ale dzieki Livii ( i jej niespozytej energii)powoli wychodzimy z dolka. Jutro sama (!) wylatuje do Szwecji i... Paryza :D na kilka dni. Mala w tym czasie zajmie sie moja mama i bracia, ktorzy sa tym zachwyceni. Plany mam bardzo ambitne: zalatwic corci zlobek, zapisac sie na kurs jezykowo- zawodowy (Sfi yrkesspår)no i przede wszystkim ciuchowy shopping ( zauwazylam, ze w szwedzkich H&M ceny sa duzo nizsze niz w Pl, sa tez lepsze promocje i wiekszy asortyment). I to wszystko musze zrobic w poniedzialek bo we wtorek rano wylatuje do mojego wymarzonego od dawna Paryza. I to tylko dlatego, ze moj ulubiony kolega wlasnie tam zamieszal i byl uprzejmy zaproponowac mi nocleg :) Takze czekaj mnie trzy wspaniale dni w Paryzu. N. od 09.02 przebywa w Kamerunie u rodzinki, ktorej nie widzial cztery lata. Oczywiscie przed wyjazdem MUSIELISMY sie poklocic a to wszystko przez jego niefrasobliwy stosunek do pieniedzy. Rozumiem, ze chacial kupic mamie pare przydatnych dla niej rzeczy ( porzadny cisnieniomierz- zeby nie musiala isc 7 km w jedna strone do szpitala, krajalnice do warzyw i pare innych urzadzen) no i dla ojca laptopa do pracy ale po jak cholere zakupil 4 tablety dla swoich braci- nierobow???? Caly dzien siedza oni na tylkach i tylko o pieniadze dzwonia. Traktuja go jak Swietego Mikolaja a on daje sie wykorzystywac. Nawet nie mozna z nim o tym powaznie porozmawiac... Ehh zobaczymy co dalej bedzie. Mam nadzieje, ze uda mi sie zalatwic ten zlobek i kurs bo wtedy latwiej mi bedzie o prace. Na razie mysle o Paryzu i nie mam zamiaru sie wiecej stresowac.